Przejdź do treści

Osiedle Idzikowskiego

„

87 lat skończyłem we wrześniu [2022 roku]. Mieszkam w Sulejówku od 1966 roku, wiosna, kwiecień, maj tak mniej więcej. (…) Jestem już dwadzieścia parę lat emerytem. Odpoczywam na emeryturze, na którą zasłużyłem, bo pracowałem w przemyśle maszynowym, [a to] dość ciężka praca, przy obróbce cieplnej metali, w warunkach szkodliwych

”

Jerzy Jackiewicz

„

[Jak] miałem 17 lat, mieszkałem na wsi pomiędzy Mińskiem Mazowieckim a Siedlcami, ponieważ tam się moi dziadkowie przeprowadzili, [którzy] pochodz[ili] z Rysia, wsi (…) pomiędzy Dębem Wielkim a Pustelnikiem. Mam drzewo genealogiczne swoich dziadów (…) od 1630 roku. (…) Mój dziadek wyprowadził się w kierunku Siedlec przed 1900 rokiem, ponieważ tam można było nabyć ziemię, bo była tzw. komasacja, to znaczy nabywanie od dworu ziemi. (…) Mój ojciec zmienił miejsce zamieszkania. Zamieszkaliśmy w takiej miejscowości Kępa, to jest trochę bliżej Mińska, Stamtąd jeździłem 70 kilometrów [przez] 13 lat codziennie.

”

Jerzy Jackiewicz

„

W 1966 roku zamieszkałem w Sulejówku. (…) Przybyłem do Sulejówka z rodziną, która już skompletowała się, żona i trzy córki. Najmłodsza miała pół roku, średnia niecałe dwa lata, a najstarsza miała sześć lat. Zamieszkaliśmy w Sulejówku, na osiedlu, przy ulicy Idzikowskiego. W blokach spółdzielni mieszkaniowej, które częściowo były już pobudowane, a częściowo się budowały. Oczekiwałem na otrzymanie mieszkania około czterech lat. (…) W sumie osiedle ma osiem bloków.

”

Jerzy Jackiewicz

„

O spółdzielni to się dowiedziałem pocztą pantoflową, bo interesowałem się już wcześniej warszawskimi spółdzielniami. Ale wtedy, jak ktoś mieszkał poza Warszawą, to nie można było, bo było ograniczenie. Także nie przyjmowano. A w ogóle w latach 50., 60., to spółdzielczość nie miała wzięcia w ogóle. Ludzie się bali spółdzielni. Dopiero później, w latach 70. może wcześniej…. Zakłady z początku budowały czy remontowały jakieś tam małe budynki i tych osób po kilka dostawało. To była kropla w morzu potrzeb, (…) bo ludzie nie mieli wtedy gdzie mieszkać. Dopiero spółdzielczość chwyciła właśnie w latach, pod koniec lat 50.. Ja też się zacząłem rozglądać i usłyszałem, że właśnie tu, w Sulejówku przyjmują do spółdzielni, [którą] prowadził pan Siemiński z żoną. Mieszkał [on] przy ulicy Grabskiego, róg Grabskiego i Bogusławskiego, [gdzie] domek stoi [i] w dalszym ciągu ktoś mieszka. (…) Po około czterech latach te mieszkania otrzymali.

”

Jerzy Jackiewicz

„

Później, już za moich czasów, jak mieszkałem, jak się rodziny powiększały spółdzielców, podjęliśmy decyzje o wybudowaniu następnego bloku, który jest największy z gabarytów, czteropiętrowy, o czterech klatkach. Także wiele rodzin się pomieściło. [Ten] blok [został] wybudowany w latach osiemdziesiątych, kiedy Czarnobyl wybuchł. Także budowaliśmy go w bardzo skomplikowanej sytuacji, ponieważ spółdzielnia zrobiła plany, zaciągnęła kredyt, kredyt był przyznany i przedsiębiorstwo z Mińska, tak zwane MPR (empry), które już było nagrane do budowy, wycofało się. [To] był problem, co robić. Podjęliśmy wspólnie decyzję, [że] [wy]budujemy to sposobem gospodarczym, (…) [który] polegał na tym, że wybraliśmy kierownika budowy (…) za aprobatą zarządu spółdzielni (pan Horoszko był wtedy prezesem).

”

Jerzy Jackiewicz

„Nie bardzo wierzyłem, że taki blok czteropiętrowy będziemy mogli wybudować, bo to coś niesamowitego. Zostało nałożone na poszczególnych członków, którzy mieli zamieszkać, przepracowanie 1650 godzin. A kto nie miał możliwości sam jakby pracować, to był zobowiązany wynajmować. [Ponieważ] moja córka najstarsza była zakwalifikowana na mieszkanie w tym bloku, podjąłem się sam tej pracy. No i przepracowałem te 1650 godzin, na różnych stanowiskach. Czy to przy betonie, czyli przy szalunkach, czy przy różnych wykończeniach.  Później jeszcze samemu trzeba było środek wykańczać, bo się w stanie surowym dostało. Tylko tynki, bez podłóg, tylko szlichta. To tak wyglądało, co do osiedla. No cóż, na osiedlu”.

Jerzy Jackiewicz