Przejdź do treści

spółdzielnia

O spółdzielni to się dowiedziałem pocztą pantoflową, bo interesowałem się już wcześniej warszawskimi spółdzielniami. Ale wtedy, jak ktoś mieszkał poza Warszawą, to nie można było, bo było ograniczenie. Także nie przyjmowano. A w ogóle w latach 50., 60., to spółdzielczość nie miała wzięcia w ogóle. Ludzie się bali spółdzielni. Dopiero później, w latach 70. może wcześniej…. Zakłady z początku budowały czy remontowały jakieś tam małe budynki i tych osób po kilka dostawało. To była kropla w morzu potrzeb, (…) bo ludzie nie mieli wtedy gdzie mieszkać. Dopiero spółdzielczość chwyciła właśnie w latach, pod koniec lat 50.. Ja też się zacząłem rozglądać i usłyszałem, że właśnie tu, w Sulejówku przyjmują do spółdzielni, [którą] prowadził pan Siemiński z żoną. Mieszkał [on] przy ulicy Grabskiego, róg Grabskiego i Bogusławskiego, [gdzie] domek stoi [i] w dalszym ciągu ktoś mieszka. (…) Po około czterech latach te mieszkania otrzymali.

Jerzy Jackiewicz

Później, już za moich czasów, jak mieszkałem, jak się rodziny powiększały spółdzielców, podjęliśmy decyzje o wybudowaniu następnego bloku, który jest największy z gabarytów, czteropiętrowy, o czterech klatkach. Także wiele rodzin się pomieściło. [Ten] blok [został] wybudowany w latach osiemdziesiątych, kiedy Czarnobyl wybuchł. Także budowaliśmy go w bardzo skomplikowanej sytuacji, ponieważ spółdzielnia zrobiła plany, zaciągnęła kredyt, kredyt był przyznany i przedsiębiorstwo z Mińska, tak zwane MPR (empry), które już było nagrane do budowy, wycofało się. [To] był problem, co robić. Podjęliśmy wspólnie decyzję, [że] [wy]budujemy to sposobem gospodarczym, (…) [który] polegał na tym, że wybraliśmy kierownika budowy (…) za aprobatą zarządu spółdzielni (pan Horoszko był wtedy prezesem).

Jerzy Jackiewicz

„Nie bardzo wierzyłem, że taki blok czteropiętrowy będziemy mogli wybudować, bo to coś niesamowitego. Zostało nałożone na poszczególnych członków, którzy mieli zamieszkać, przepracowanie 1650 godzin. A kto nie miał możliwości sam jakby pracować, to był zobowiązany wynajmować. [Ponieważ] moja córka najstarsza była zakwalifikowana na mieszkanie w tym bloku, podjąłem się sam tej pracy. No i przepracowałem te 1650 godzin, na różnych stanowiskach. Czy to przy betonie, czyli przy szalunkach, czy przy różnych wykończeniach.  Później jeszcze samemu trzeba było środek wykańczać, bo się w stanie surowym dostało. Tylko tynki, bez podłóg, tylko szlichta. To tak wyglądało, co do osiedla. No cóż, na osiedlu”.

Jerzy Jackiewicz

Córki były zapisywane do spółdzielni, do Legionowa. Ale to był taki kocioł tylko, tutaj się czekało, bo tam nie było żadnej szansy, żeby dostać mieszkanie. Z czasem, kiedy córki [po]wychodziły za mąż, wspólnie jakoś się udawało odkupić mieszkania. Dwie córki [za]mieszkały na osiedlu. Tak, że razem 3 córki mieszkały na osiedlu. Tak nasze zasoby mieszkaniowe się przedstawiały.

Jerzy Jackiewicz