Dom rodziny Stankiewiczów
„Jako dziecko trzyletnie mieszkałam z rodzicami właśnie na ul. Matejki, chyba 3, w Sulejówku, z siostrą, z mamą i z tatą. Jeszcze mieliśmy gosposię. […] Wiem, że była to willa. Na górze mieszkali właściciele. Jednopiętrowa. […] Na dole myśmy wynajmowali cały parter. Było tam kilka pokoi, były dwa tarasy, jeden z zejściem do ogrodu, a drugi taki duży taras do wysokości mniej-więcej metr nad powierzchnią ogródka. Mieszkało się dobrze jako dziecko, ale więcej nie mam wspomnień z tego domu. [A] przed domem był taki nieduży, sosnowy, przezroczysty – w sensie widoczności – lasek”.
Barbara Stankiewicz-Ciszewska
„A skąd znaleźliśmy się w Sulejówku? Mój dziadek, Franciszek Stankiewicz, pochodził z Wilna i był kolejarzem. W [19]38 r. był przeniesiony z Wilna do Warszawy, ponieważ tutaj, jeśli dobrze pamiętam, rozpoczynano budowę kolei elektrycznej i dziadek, jako taki wytrawny, doświadczony urzędnik, miał tutaj pewne rzeczy do wykonania. Dostali moi dziadkowie mieszkanie w Sulejówku. Nie znam tego budynku, bo mnie jeszcze nie było wtedy na świecie, i tam mieszkali przez okupację, do [19]44 r. W [19]44 r. Niemcy dziadka wysiedlili z tego mieszkania i już po śmierci mojej babci, która zmarła w [19]44 r., […] po tych kłopotach wyrzucenia z domu, się przeniósł i mieszkał w Miłosnej. I tam poznał drugą moją babcię. […] To była ul. Narutowicza 6 m. 13. […] To był duży dom murowany. Przed wojną, tak jak opowiadała mi ciocia-babcia, bardzo ci właściciele tam dbali o tych lokatorów. Odbywały się takie lokalne spotkania, zabawy przy muzyce, wystawiali stoły, jedli. Taka społeczność tam się tworzyła. Także to było bardzo ciekawe”.
Barbara Stankiewicz-Ciszewska
„W tym domu mieszkali państwo Wróblewscy, którzy mieli dwójkę dzieci – Basię i Zbyszka. Zbyszek młodszy, Basia właśnie ta moja rówieśniczka. Mieszkali właściciele, ci starsi, czyli Państwo Grzybowscy, tak jak powiedziałam, do śmierci, i dzieci. Też mieli dwoje dzieci, córkę Irenę i syna Ryszarda. Mieszkali państwo Gułowie. To na I piętrze. Wszyscy zajmowali to I piętro tej willi. Tak podzielone były te mieszkania. Myśmy zajmowali, niestety, jedno pomieszczenie, w którym była kuchnia węglowa za parawanem, miejsce do mycia, stolik, kanapa, łóżko, szafy, duże biurko, gdzie lekcje odrabiałam i dziadek sadzał mnie do kąta między biurkiem, a łóżkiem, jak nie potrafiłam po rosyjsku nazywać znaków przestankowych. A ponieważ w momencie, w którym krzyknął, to już w ogóle nic nie pamiętałam, nie wiedziałam jak powiedzieć co to jest kropka i co to jest przecinek. Mój kochany dziadek bardzo się denerwował, bo dla niego język rosyjski – ponieważ pochodził ze wschodu, z Kresów, no to miał to w małym paluszku i bardzo chciał, żebym ja też była świetna, ale różnie to bywało. Krzywdy, oczywiście, mi nie robił, tylko starał się mnie do porządku przyprowadzić. A na dole mieszkały chyba 3 osoby, 3 rodziny, i dopóki się nie wybudowali, rodzina tych ogrodników, tej mojej koleżanki Heni rodzice i jeszcze chyba 2 siostry. Jak oni się nazywali? Nie pamiętam. Mieszkała pani Szturemska, mieszkała pani Kaczyńska z synem. Przeważnie ci ludzie zajmowali albo jedno pomieszczenie albo dwa. I takie skrzydło z taką werandą – to rodzina państwa Sukniewskich”.
Barbara Stankiewicz-Ciszewska
„Z dzieciństwa pamiętam, że na podwórku był magiel, co dla dzieci było taką bardzo atrakcyjną rzeczą, bośmy tam wędrowali i potem jak się maglowało, to nas te wałki spychały, więc to była wielka zabawa. No a potem państwo Grzybowscy, którzy byli tacy wiekowi, mieli dwójkę dzieci, ale oni przeprowadzili się do Warszawy i sprzedali ten dom. I potem właścicielem byli państwo Grabowscy, a potem mój dziadek, [który] zmarł w [19]74 r., a w [19]82 drugą babcię zabrałam do Warszawy i w ten sposób się zakończyła, że tak powiem, mój kontakt taki namacalny z tymi terenami, z tymi miejscowościami”.
Barbara Stankiewicz-Ciszewska
„Ojciec mój nazywał się Zbigniew Stankiewicz, a mama Lidia. Z tym, że rodzice, ponieważ to były czasy wojenne, nie mieli ślubu. Ja miałam siostrę przyrodnią, która wtedy była ode mnie o 5 lat starsza. Urodziła się w [19]40 r. w Warszawie i mieszkała razem z nami. Jak długo – nie pamiętam. Wiem tylko, że potem byłam u dziadków w Sulejówku i nawet chodziłam do szkoły w Miłosnej. Do 1 klasy, potem miałam przerwę i potem do 6 klasy”.
Barbara Stankiewicz-Ciszewska
„Tata był dziennikarzem, potem wyjechał z Sulejówka do Sopotu, pracował chyba w „Dzienniku Wybrzeża” […], czy tam w „Głosie Wybrzeża”, ale ponieważ miał przeszłość okupacyjną i przynależność do AK i nie przyznał się do tego, to miał wielkie kłopoty i został usunięty z redakcji. Rozpoczął działalność jako ratownik morski, ponieważ zawsze związany był z morzem, z żeglarstwem, z wodą. Kochał to. I pracował na kutrach ratowniczych. Dosyć szybko zmarł, bo w [19]57 r., a był z roku 1916”.
Barbara Stankiewicz-Ciszewska
„Natomiast mama była w zasadzie… administracyjne funkcje prowadziła w różnych przedsiębiorstwach, przeważnie w biurze. Nie wiem, nie sprawdziłam, też to przede mną, podobno kończyła Akademię Wychowania Fizycznego, zaraz po [19]35… nie [193]5, wcześniej była chyba reaktywowana. Mama była z 1912 r. No i znowu Piłsudski, bo Akademia imienia. Także jakoś tak się obracamy w tym kręgu”.
Barbara Stankiewicz-Ciszewska
„Ponieważ mieszkałam tam u dziadka i mieszkały ze mną koleżanki [Basia Wróblewska i Henia, córka ogrodnika], które były starsze rocznikowo, a różnica była ok. pół roku, to jak one poszły do szkoły, to ja też bardzo chciałam i wędrowałam raniutko, i przez okno zaglądałam do klasy, i wtedy pani nauczycielka przeurocza, którą pamiętam, pani Leokadia Kwasiborska, nauczycielka przedwojenna, zainteresowała się, co taki mały szkrab tutaj robi. Więc okazało się, że bardzo chce do szkoły chodzić, ale mam 6 lat, więc nie bardzo mogę, wobec tego mama moja, która mieszkała w tym czasie w Warszawie, uzyskał pozwolenie z kuratorium na uczęszczanie moje do szkoły pod warunkiem, że jeśli nie dam sobie rady, to będę musiała powtarzać klasę pierwszą. Ale jakoś mi się udało. Skończyłam szkołę wcześniej. Rozpoczęłam wcześniej studia, także miałam, że tak powiem, zapas życiowy w dorosłości.
”
Barbara Stankiewicz-Ciszewska
„To były ciężkie czasy. Teczkę do szkoły zrobił mi dziadek z takiego płótna nasączonego jakimś takim, tak jak podkłady kolejowe. Miałam piórnik po ołówkach Majewskiego z Pruszkowa. Pamiętam, że w szkole była podłoga czarna, nasączona jakimś takim smarem, także jak nam się czasami przewróciło, to kolana były czarne, to takie jakieś posmołowane coś to było, nie wiem co to było, trudno mi powiedzieć, ale tak to pamiętam. No i pamiętam jeszcze, że jak byliśmy niegrzeczni, to pani Kwasiborska równo nam przykładała linijką po łapach. Ale była naszą wspaniałą nauczycielką. To była matematyczka i ona trzymała klasę w ryzach, była bardzo sprawiedliwa i bardzo ostra”.
Barbara Stankiewicz-Ciszewska
„Urodziłam się w [19]45 r., 25 stycznia, w Krakowie. Moi rodzice po Powstaniu Warszawskim wędrowali przez obóz w Pruszkowie i znaleźli się w Krakowie i ja tam się urodziłam. Jak długo tam byłam, nie wiem, bo potem stamtąd gdzieś byłam ze swoją ciocią i wujkiem ze strony ojca w Żaganiu, i potem znalazłam się w Sulejówku, tutaj. W wieku ok. 3 lat. Tak, jak mówiłam, początek szkół tutaj, potem od klasy 7, czyli mniej więcej od [19]56 r. mieszkałam w Warszawie z ciotką, która była siostrą mojego ojca – Łucją Szymczykiewicz, którą widać tu właśnie na zdjęciu z [19]43 r. na stacji w Sulejówku i tym panem, czyli jej mężem, Zbigniewem. I do 18 lat ona się mną opiekowała, mieszkaliśmy w Warszawie na Nowolipkach. Chodziłam, oczywiście, do szkoły. Skończyłam maturę i po maturze zdawałam na geografię, na Uniwersytecie Warszawskim. To był [19]62 r. W [19]68 r. skończyłam studia, geografię, specjalność hydrologia i potem rozpoczęłam pracę. Najpierw, w [19]68 r. w PWN-ie, ale wcześniej pracowałam w Państwowym Instytucie Hydrometrologicznym. To było związane z moją specjalizacją, w pewnym sensie. No, ale harda byłam pewnie, bo chciałam robić doktorat, no i dosyć szybko. No i moja kierowniczka nie bardzo chciała, wolała, żebym pracowała na konto jej dorobku naukowego. Ja, oczywiście się na to godziłam, ale chciałam, żeby moja ścieżka też była wyznaczona, czego nie otrzymałam, i zaczęłam szukać pracy i znalazłam w wydawnictwie. I potem pracowałam w wydawnictwie, i już w zasadzie od [19]68 r. moja droga to była redakcja, to były wydawnictwa różne, to w końcu pracę zakończyłam w gazecie komputerowej „Komputerworld” , co przychodziło mi z wielkim trudem, ponieważ to było coś nowego, a ja już byłam wiekowa. Ale jednak byłam sekretarzem redakcji i pracowałam tam w tej gazecie 10 lat prawie. Zabrakło mi pięciu. A skończyłam pracę w [19]63 r”.
Barbara Stankiewicz-Ciszewska

Barbara Stankiewicz-Ciszewska