Przejdź do treści

liceum

Przytulająca się paraAndrzej Bieniewski z koleżanką przed sklepikiem naprzeciwko liceum, ul. Paderewskiego [dawniej Dzierżyńskiego], 1969

Andrzej Bieniewski

„Gdy moi rodzice postanowili zbudować dom w Sulejówku marzyli abym miała blisko do szkoły, ale tak się złożyło, że edukowałam się w Warszawie.
Liceum pozostało dla mnie jedynie bliskim sąsiadem. Chodziły tu natomiast moje opiekunki – Basia i Krysia, które u nas mieszkały. Dziewczyny odprowadzały mnie i odbierały z przedszkola w Milusinie. Pamiętam, że bardzo dużo młodzieży uczęszczało do tego liceum. Gdy szli do szkoły – to zajmowali całą ulicę! Sąsiedztwo było uciążliwe dwa razy do roku – gdy odbywały się całonocne bale studniówkowe i maturalne. Rzadziej zjazdy Absolwentów. W latach 90. natomiast młodzież, która nie miała gdzie się podziać i towarzysko udzielać obrała sobie wejście do liceum jako miejsce spotkań. Często bywało głośno”.

Aneta Sapilak

„Naprzeciwko liceum był mały, biały sklepik spożywczy. Jak na trudne czasy PRL całkiem nieźle zaopatrzony. Były też tam artykuły papiernicze; bloki, kredki, ołówki, krepiny, bibuły a nawet tornistry i worki na kapcie!
Mleko było przywożone w wielkich bańkach. Klienci przychodzili po nie ze swoimi małymi bańkami, które były dwu lub trzy litrowe. Pani wlewała mleko taką wielką, podłużną chochlą. Potem pojawiło się mleko w szklanych butelkach z kapslem srebrnym lub żółtym. Kapsel żółty oznaczał mleko tłuste a biały chude.
Młodzież bywała z sklepiku na każdej przerwie. Pani Celinka, która tam pracowała nazywała uczniów – Kałamarze. I uciszała ich, bo zawsze hałasowali!”

Aneta Sapilak