Przejdź do treści

kultura

„Całe towarzystwo przeniosło się do Warszawy. Tam miałam religię, a jak przyjeżdżałam były lekcje i koniec. Nigdzie się nie chodziło. Chodziło się później do kina Grażyna w straży naszej przy piecu. Najlepiej się kupowało bilety przy piecach kaflowych, bo było zimno, przy piecach kaflowych i życie kwitło kulturalne można powiedzieć. Fajne było kino Grażyna w straży. I mogę powiedzieć, że nie miałam tutaj towarzystwa. Wszystko było w Warszawie”.

Barbara Pasińska-Kruk

„Tutaj do straży przyjeżdżało kino objazdowe. Jeszcze jako dziecko chodziłam do tego kina. Okna były przysłonięte. Bilety kupowało się przy wejściu. Czasem, jak był jakiś ciekawszy [film], to nawet brakło biletów, bo to była duża atrakcja. Nie wszyscy do Warszawy jeździli. To były lata kiedy jeszcze chodziłam do podstawowej”.

Barbara Szewczyk

„Później też było kino w straży, pod patronatem straży. Ono Grażyna się nazywało. To było gdzieś w latach 50. Dwa razy w tygodniu? Oni udostępniali salę, która była do wszystkiego. Były występy, akademie ku czci. Myśmy występowali na tych akademiach”.

Barbara Szewczyk

„Byłem w życiu na jednym pochodzie pierwszomajowym. Jakoś szczęśliwie omijałem tego typu uroczystości. One zresztą nigdy nie były jakoś specjalnie liczne. Nie robiono z tego jakiejś obecności, czy nieobecności. Było to chyba pierwszego maja w 1968 roku w remizie strażackiej w Miłośnie. Wtedy rzeczywiście nas spędzono wszystkich na siłę. Przemówienie miał pan Michał Korzempa, który powtórzył słowa naszego Wielkiego Wodza Towarzysza Wiesława z jego słynnego przemówienia 28 marca 1968 r”.

Wojciech Hyb

„W Sulejówku mieliśmy starą centralę, która była bardzo archaiczna. Miałam już  telefon w domu [to był rok 1989], ale żeby się połączyć musiałam podnieść słuchawkę, słyszałam takie: bzz, bzz. Oznaczało to, że jest łączność z centralą, tylko pani obsługująca musi zobaczyć światełko pulsujące, że ja się z tego numeru dobijam. Wówczas się odzywała: „Słucham?”. Ja: „Poproszę linię do Warszawy”. Pani wciskała guziczek i była linia. Dopiero w 1991 r. zbudowano taką centralę, że już można było się normalnie łączyć”.

Aneta Sapilak

„W latach 50. mój ojciec pracował w warszawskich zakładach telewizyjnych. Był odpowiedzialny za uruchomienie pierwszego telewizora marki Wisła. W 1957 r. w styczniu dostał w nagrodę. Telewizor. Miał wybity numer 14. To był jeden z pierwszych telewizorów w Miłośnie. Mieszkaliśmy w starym budynku. Nie było wtedy żadnych anten, a ja miałem narty, które dostałem od swojego ojca chrzestnego. Do nich były dwa kijki dołączone i ojciec z nich zrobił antenę. Pamiętam jakie tabuny dzieci przychodziły wówczas do nas do domu. Na półgodziny przed rozpoczęciem się transmisji telewizyjnej wszyscy siadali w pokoju dużym i mama włączała telewizor i przez półgodziny wszyscy się gapili w obraz kontrolny. Później się zaczynał program o godzinie 17.00. Trwał gdzieś do 22.00. We wtorek w ogóle nie było programu. Była przerwa techniczna. Później to znikło po półtora roku. Także ten telewizor Wisła służył nam do 1970 r”

Marek Pasiński