Przejdź do treści

wojskowi

„Ojciec [był] urodzony w Warszawie. Rodzice odumarli go bardzo wcześnie, samego zostawili. On skorzystał, wyjechał do Petersburga. Wtedy dużo Polaków wyjeżdżało w różnych sprawach, np. [do] pracy. Ojcu jakiś znajomy, kolega można powiedzieć, polecił zaciągnąć się do wojska. Pod koniec XIX w. ojciec przez kilka lat służył w Leibgwardii. To był pułk wojskowy cara Mikołaja II. Ojciec szybko awansował do stopnia rotmistrza, ale musiał po jakimś czasie zrezygnować ze względów finansowych, bo było wymagane, żeby oficer ówczesnej armii trzymał 3 konie do spraw wojskowych na własny koszt. To było wielkim obciążeniem”.

Tadeusz L. Gawłowski

„W 1953 roku wyszłam za mąż za człowieka, który był w szkole oficerskiej w Pile, chociaż stąd pochodził. (…) Wyjechaliśmy do Tomaszowa Mazowieckiego, ponieważ tam przydzieli go do pracy. Tam urodziłam dwoje dzieci. Mieszkałam z mężem, z mamą. Mieszkałam tam cztery lata. Pracowałam tam. (…) Jak wróciliśmy z powrotem tutaj postawiliśmy ten dom, gdzie mieszkamy do dzisiejszego dnia. Mały domek, bo wtedy były bardzo ciężkie czasy. Tu mieszkaliśmy. Tu wychowały się moje dzieci, [Krzysztof i Elżbieta]. (…) Mąż odszedł z wojska. Był taki okres, kiedy ludzi zwalniali z wojska, a mąż powiedział, że nie widzi się w wojsku. To był jakiś 1957 rok. Mąż był tylko cztery lata w wojsku. [Był] w randze porucznika”.

Stanisława Gruzińska

„[Czesław] namawiał, [że] on odda kawałek placu i on [mój mąż] się pobuduje, [bo] ma technika samochodowego i otworzy sobie warsztat samochodowy. I będziemy sobie żyli spokojnie, na jednym miejscu, a nie gdzieś tam w świecie. (…) I mąż się zwolnił i poszedł do pracy tu do jednostki, bo robił jakiemuś oficerowi samochód. Reperował i się dogadał z nim, że on też był wojsku, [ale] teraz się zwolnił. I jako cywila przyjęli go tu do wojska. Miał stanowisko na stacji obsługi, kierował stacją obsługi. Uczył żołnierzy. Tu pracował ze dwadzieścia parę lat, a ja pracowałam w gastronomii”.

Stanisława Gruzińska

„Chciałam dzieci przypilnować, bo w gastronomii pracowało się po szesnaście godzin co drugi dzień. (…) Mąż porozmawiał i [też] przeszłam do pracy w jednostce. Pracowałam tam cztery lata. Prowadziłam taki bufet, duży taki, dla nich w tym wojsku. (…) Normalnie się szło do pracy jak do każdej innej. Trzeba było się liczyć z nimi. Trzeba było ich tytułować po ich stanowiskach, ale mąż pracował w wojsku więc to już znałam (…) I tak się pracowało tylko, że to było zamknięte. Tylko dla nich. Z ulicy nie przychodzili tam ludzie robić zakupy. Tylko dla nich. (…) Miałam kierownictwo wojskowe. (…) Tam był taki bufet gorący. Trochę takie pół dania, gdzie oni mieli przerwy i przychodzili. Zjedli coś na ciepło i kupowali coś do domu”.

Stanisława Gruzińska

Fotomontaż wykonano podczas letnich warsztatów Dokumentowanie codzienności dofinansowanych ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu "Patriotyzm Jutra 2021".

Przy stole siedzące trzy osoby: dwie kobiety oraz mężczyzna Walenty Wójcik.Walenty Wójcik, drewniak, Wielkanoc, 1930

Mariusz Kolmasiak