Przejdź do treści

edukacja

„Moi rodzice się rozeszli. Mama stąd wyjechała z siostrą. Tata wyjechał do tego Sopotu, a ja trafiłam do dziadków, którzy mieszkali właśnie w Sulejówku. I tam spędziłam czas od tych 3 lat, 3-4, bo ja nie pamiętam ile miałam lat w Sulejówku, aż do pierwszej klasy szkoły podstawowej. I stamtąd chodziłam do szkoły właśnie w Miłosnej”.

Barbara Stankiewicz-Ciszewska

„Ponieważ mieszkałam tam u dziadka i mieszkały ze mną koleżanki [Basia Wróblewska i Henia, córka ogrodnika], które były starsze rocznikowo, a różnica była ok. pół roku, to jak one poszły do szkoły, to ja też bardzo chciałam i wędrowałam raniutko, i przez okno zaglądałam do klasy, i wtedy pani nauczycielka przeurocza, którą pamiętam, pani Leokadia Kwasiborska, nauczycielka przedwojenna, zainteresowała się, co taki mały szkrab tutaj robi. Więc okazało się, że bardzo chce do szkoły chodzić, ale mam 6 lat, więc nie bardzo mogę, wobec tego mama moja, która mieszkała w tym czasie w Warszawie, uzyskał pozwolenie z kuratorium na uczęszczanie moje do szkoły pod warunkiem, że jeśli nie dam sobie rady, to będę musiała powtarzać klasę pierwszą. Ale jakoś mi się udało. Skończyłam szkołę wcześniej. Rozpoczęłam wcześniej studia, także miałam, że tak powiem, zapas życiowy w dorosłości.

 ”

Barbara Stankiewicz-Ciszewska

„Najbardziej wryła mi się w pamięć klasa czwarta, w której to wychowawczynią była pani Parowa, nauczycielka języka polskiego i ona wspaniałą rzecz urządziła. Mianowicie teatrzyk taki, pod tytułem chyba: „O królu Ćwieczku”, w którym ja zostałem tym królem Ćwieczkiem. I wystąpiliśmy na scenie w tym baraku, pamiętam, byłym, bo już go nie ma, i moja rodzina, moja mama mnie nie poznała, tak byłem ucharakteryzowany”.

Bogusław Borowiecki

„Wtedy to była szkoła łączona, podstawowa i liceum jednocześnie. Nie pamiętam, żeby to jakoś było rozdzielone, tylko to była szkoła ogólnokształcąca stopnia podstawowego i licealnego. Taka była nazwa pełna. Siedem klas podstawowych, 8-11 liceum”.

Bogusław Borowiecki

„Ja pracowałem w Warszawie od pięćdziesiątego drugiego roku, po skończeniu szkoły przy Zakładach Papierniczych w Jeziornie, które miały szkołę z internatem. Tam skończyłem szkołę w [19]52 roku. Zatrudniłem się w Warszawskiej Fabryce Przyrządów i Uchwytów. Taka była nazwa, [która] miała jeszcze taki fajny przydomek AVIA, ponieważ na Targówku (…) przed wojną produkowała silniki lotnicze. (…) Przez wojnę była częściowo zniszczona. Jak się zatrudniłem, jeszcze były hale w gruzach, jeszcze silniki lotnicze leżały. A później zmieniała nazwę i ostatecznie miała nazwę Fabryka Obrabiarek Precyzyjnych, które były bardzo rozchwytywane, nie tylko w Polsce ale i dużo w świat szło, bardzo dużo w świat szło tych obrabiarek. [Tam] dobrze się pracowało. Przepracowałem w tej fabryce 34 lata”.

Jerzy Jackiewicz

„Okres szkolny generalnie to była okupacja. Moja mama chodziła na tajne komplety w Sulejówku. Robiła maturę. Te komplety odbywały się tam gdzie, kiedyś było Społem w Woli Grzybowskiej. Tam był przedwojenny modernistyczny budynek”.

Janusz Cymborski