Przejdź do treści

edukacja

„Najbardziej wryła mi się w pamięć klasa czwarta, w której to wychowawczynią była pani Parowa, nauczycielka języka polskiego i ona wspaniałą rzecz urządziła. Mianowicie teatrzyk taki, pod tytułem chyba: „O królu Ćwieczku”, w którym ja zostałem tym królem Ćwieczkiem. I wystąpiliśmy na scenie w tym baraku, pamiętam, byłym, bo już go nie ma, i moja rodzina, moja mama mnie nie poznała, tak byłem ucharakteryzowany”.

Bogusław Borowiecki

„Wtedy to była szkoła łączona, podstawowa i liceum jednocześnie. Nie pamiętam, żeby to jakoś było rozdzielone, tylko to była szkoła ogólnokształcąca stopnia podstawowego i licealnego. Taka była nazwa pełna. Siedem klas podstawowych, 8-11 liceum”.

Bogusław Borowiecki

„Ja pracowałem w Warszawie od pięćdziesiątego drugiego roku, po skończeniu szkoły przy Zakładach Papierniczych w Jeziornie, które miały szkołę z internatem. Tam skończyłem szkołę w [19]52 roku. Zatrudniłem się w Warszawskiej Fabryce Przyrządów i Uchwytów. Taka była nazwa, [która] miała jeszcze taki fajny przydomek AVIA, ponieważ na Targówku (…) przed wojną produkowała silniki lotnicze. (…) Przez wojnę była częściowo zniszczona. Jak się zatrudniłem, jeszcze były hale w gruzach, jeszcze silniki lotnicze leżały. A później zmieniała nazwę i ostatecznie miała nazwę Fabryka Obrabiarek Precyzyjnych, które były bardzo rozchwytywane, nie tylko w Polsce ale i dużo w świat szło, bardzo dużo w świat szło tych obrabiarek. [Tam] dobrze się pracowało. Przepracowałem w tej fabryce 34 lata”.

Jerzy Jackiewicz

„Okres szkolny generalnie to była okupacja. Moja mama chodziła na tajne komplety w Sulejówku. Robiła maturę. Te komplety odbywały się tam gdzie, kiedyś było Społem w Woli Grzybowskiej. Tam był przedwojenny modernistyczny budynek”.

Janusz Cymborski

„Dziadek Tomasz świetnie znał języki niemiecki, ruski i polski oczywiście, zahaczał o francuski. Miał wspaniałą bibliotekę ksiąg wojskowych oprawnych w skóry. To było kilkaset woluminów. Jak Niemcy wysiedlili rodzinę, to uciekając stąd komendant tego terenu zameldował dziadkowi, że może już ponownie wracać do siebie. W [jego] asyście dziadka odebrał dom, [który] był nie ruszony poza tym, że zdemolowali parter, bo [tam] było zdaje się kasyno oficerskie zrobione (…) i tam sobie ci oficerowie popijali”.

Janusz Cymborski

„Osada Sulejówek była osadą inteligencką. Tutaj zamieszkiwali różni, między innymi pani Grunwald, przedwojenna i powojenna pracownica Radia Polskiego. Ona mieszkała tutaj w drewniaku na zamknięciu Matejki przy Legionów. W tymże domu zamieszkiwała kuzynka cara, Aleksandra. Ona już była wtedy starą osobą ale świetnie znającą języki europejskie: francuski, niemiecki itd.  Uczyła moją siostrę i francuskiego i rosyjskiego. Mnie chciała uczyć rosyjskiego, ale nie dałem się zrusyfikować. Wolałem grać w piłkę, także uciekałem z tych lekcji. Bardzo ciekawa postać. Ta kuzynka ocalała ze szturmu na pałac zimowy w St. Petersburgu chowając się pod krzesłem. Schowała się i te pijane hordy tych bolszewików jej nie zauważyły. Dzięki temu przeżyła tę rzeź. Później jej losy były różne. W każdym razie wylądowała tutaj w Sulejówku i często przychodziła do nas. Raz na lekcje a dwa, mama dokarmiała tą panią, bo ta pani miała niewielka emeryturę, praktycznie była sama. Głodowała często także mama ją wspomagała jak mogła”.

Janusz Cymborski